wtorek, 31 stycznia 2012

Drożdżowe ciasteczka z cukrem - najpierwszy smak dzieciństwa

Prawie nie pamiętam swoich dziadków.
Babcia Stasia, Babcia Zosia i Dziadek Edek odeszli zanim skończyłam 4 lata. Dziadziuś Lutek - kiedy miałam 7.
Pamiętam świeże bułki z grubą warstwą prawdziwego masła (a nie margaryny), które zawsze jadłam podczas odwiedzin u Niego, kiedy dziecięcy żołądek domagał się posiłku. Nigdy potem nie były tak pyszne.
Mało mam wspomnień, ale te, które zostały, chowam głęboko.Tak dobrze mieć korzenie...


 Smak tych ciasteczek zawsze będzie mi się kojarzył z latami najwcześniejszego dzieciństwa. Moja mama robiła je raz na jakiś czas, a mnie pociągała zawsze najbardziej gruba warstwa cukru na wierzchu ;)
Są naprawdę chyba pierwszym kulinarnym wspomnieniem, które tak mocno zostało mi w pamięci.

Wiem, jest w nich astronomiczna ilość drożdży. Nieraz już myślałam o tym, żeby ją zmniejszyć, przynajmniej o połowę, pewnie byłyby jeszcze lepsze. Ale... Ale to nie byłby TEN smak.
Wy oczywiście możecie to zrobić, na pewno ciasteczka i tak się udadzą. :)

CIASTECZKA Z CUKREM

Składniki:
* 100g drożdży,
* 125g margaryny (oczywiście może być masło;)),
* 300g mąki pszennej (+/-),
* 1 jajko,
* 1 żółtko,
* 1/4 szklanki mleka

Dodatkowo:
* jajko do smarowania,
* cukier, najlepiej gruby

Z drożdży, mleka i szczypty cukru zrobić rozczyn. Następnie połączyć go z resztą składników i zagnieść gładkie ciasto (ew. można dodać troszkę więcej mąki lub mleka, w razie potrzeby:)). Odstawić w ciepłe miejsce, przykryte lnianą ściereczką, do podwojenia objętości (nie będzie to długo trwało, więc trzeba pilnować). Następnie rozwałkować na grubość 2-3 mm, wykrawać dowolne kształty, układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i odstawić na kilka minut do napuszenia. Następnie smarować roztrzepanym jajkiem i posypywać cukrem. Piec ok. 8-12 minut (w zależności, czy chcemy ciastka bardziej kruche, czy miękkie) w temperaturze 180 stopni na jasnozłoty kolor.
Smacznego!


Przepis dodaję do akcji 'Retro kuchnia':

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Intense chocolate cookies, czyli naprawdę mocno czekoladowe ciasteczka


Na dobre czekoladowe ciastka zawsze znajdą się amatorzy. Przynajmniej u mnie w domu. A w połączeniu z filiżanka mleka - to prawie ideał w długie, zimowe popołudnia :)
 Te są przepyszne, bardzo kruche, a jednocześnie miękkie, o głębokim smaku i aromacie czekolady. Przepis znalazłam na tej stronie, a autorem jest niezastąpiona Nigella. Trochę go jednak zmodyfikowałam, np. zmniejszając ilość cukru :)
Naprawdę polecam!

Tutaj prezentuję go już z moimi zmianami:


CIASTECZKA INTENSYWNIE CZEKOLADOWE

Składniki:
* 125g czekolady deserowej,
* 150g mąki pszennej,
* 3 łyżki niesłodkiego kakao,
* 1 łyżeczka sody,
* 1/4 łyżeczki soli,
* 125g miękkiego masła,
* 100g cukru (dałam pół na pół - drobnego białego do wypieków i dark muscovado)
* 1 łyżeczka waniliowego ekstraktu, ew. olejku albo cukier waniliowy,
* 1 jajko,
* 100g mlecznej czekolady, posiekanej albo czekoladowych groszków

Rozgrzać piekarnik do 170 stopni Celsjusza.
Czekoladę deserową połamać na kawałki i rozpuścić w kąpieli wodnej. W misce wymieszać mąkę, sodę kakao i sól. W drugiej masło utrzeć z cukrem na puszystą masę, dodać rozpuszczoną czekoladę, a następnie ekstrakt i jajko, dokładnie połączyć.
Wlać masę do suchych składników i dokładnie wymieszać, na końcu dodać posiekaną czekoladę mleczną.
Nabierać równe porcje ciasta, np. łyżeczką do herbaty i układać w sporych odstępach na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (nie spłaszczać kulek). Piec ok. 8-10 minut (sprawdzić patyczkiem, ma być nie do końca czysty). Następnie ciasteczka wyjąć, pozostawić na blasze kilka minut i dopiero zdjąć.




Ręcznie robiony kwiatowy bukiet :)


Szczególnie miłe są dla mnie zawsze te prezenty w przygotowanie których, ktoś włożył nie tyle pieniądze, ile  serce i czas :) ja też staram się, aby bliskie osoby oprócz kupnego podarka, dostały coś zrobionego ręcznie. Dziś jedna z takich rzeczy, przygotowana dla pewnej bliskiej mi osoby.
Bukiecik nie jest trudny do wykonania, a jest to kolejny sposób wykorzystania umiejętności robienia kwiatków papierowych - instrukcja tutaj.

Kwiatki, które zrobiłam w tym wypadku, były dużo mniejsze niż te do bombek choinkowych - jeden płatek, z 1/4 karteczki biurowej (wystarczy taką karteczkę podzielić na 4 równe kwadraciki).
 Oczywiście zarówno wielkość, jak i ilość kwiatków jest zależna tylko od Waszej inwencji twórczej ;)


BUKIET KWIATOWY

Będziemy potrzebować:
* 5 kwiatków (każdy z 5-ciu płatków) - u mnie kremowo-żółte,
* kwadratowego kawałka cieniutkiego filcu* - użyłam fioletowego o wymiarach 21x21cm,
* 5-ciu wykałaczek,
* dobrego kleju (u mnie standardowo klej introligatorski 'Magic')
* niewielkiego stożka z 'gąbki' do układania kompozycji kwiatowych (do dostania w każdej kwiaciarni),
* gumki recepturki,
* kawałka wstążeczki / ozdobnej tasiemki - użyłam kremowej

Papierowe kwiatuszki osadzić delikatnie na wykałaczkach, posmarowanych od góry odrobiną kleju. Następnie powbijać je w podstawę stożka z gąbki, który potem umieścić na środku (w miejscu przecięcia przekątnych, żeby było równo;)) filcowego kwadratu. Spiąć od dołu gumką recepturką, a następnie zawiązać wstążkę tak, by ukryła gumkę. I już, gotowe! :)

* Taki cieniutki, kolorowy filc dostałam w Empiku.




czwartek, 26 stycznia 2012

Tarta sernikowa z wiśniami i czekoladą


Ostatnie kilka dni, to był dobry czas.
Potrzebny. 
Spokojny. 
Z nutką radości,
wizytą kochanej M.,
niezliczoną ilością wypitych kubków herbaty,
książkami, które pierwszy raz od dawna nie były tylko podręcznikami.
I skrzynką pełną pieczarek, otrzymaną w prezencie.
Dobry czas.
Oby było go jak najwięcej.

A dziś tarta, która powstała z potrzeby chwili. Bardzo smaczna, delikatna, krucha. Tarta na taki dzień jak dziś.
Ciasto kruche z tego przepisu, warstwa serowa ze słodką śmietanką, posypana ciemnym muscovado, wiśnie i gruba warstwa roztopionej deserowej czekolady. Zgrany zespół.

TARTA SERNIKOWA Z WIŚNIAMI I CZEKOLADĄ

Kruchy spód:
*250 g mąki pszennej,
*125 g masła lub margaryny,
*1 żółtko,
*50-60g wody (daję 3 łyżki),
*3 łyżki cukru pudru

Masa serowa:
* 250 g półtłustego, niekwaśnego twarogu, zmielonego przynajmniej dwukrotnie (z braku maszynki, użyłam praski do ziemniaków),
* 125 ml słodkiej śmietanki,
* 1 jajko,
* 2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej,
* 3 czubate łyżki cukru,
* ew. cukier waniliowy / aromat / ziarenka z laski wanilii itp.

Dodatkowo:
* ok. 200 g wiśni mrożonych,
* 1 czubata łyżka dark muscovado,

Polewa czekoladowa:
* 100 g ciemnej czekolady deserowej,
* 2 łyżki słodkiej śmietanki,

* ew. płatki migdałowe

Wiśnie rozmrozić i porządnie odsączyć na papierowym ręczniku.

Z podanych składników zagnieść ciasto kruche, owinąć je folią spożywczą i włożyć na 20-30 minut do lodówki (trzymałam krócej, a i tak nie było z nim problemu). Wyjąć i rozwałkować na kształt koła (wielkości formy do tart) i wyłożyć nim natłuszczoną i wysypaną mąką foremkę (można też po prostu wykleić blachę ciastem, bez rozwałkowywania - tylko przy użyciu rąk;)). Obciążyć, np. grochem wysypanym na kawałek papieru do pieczenia i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Piec 10 minut.

W tym czasie przygotować masę serową, miksując wszystkie składniki.

Wyjąć z piekarnika ciasto (od razu podwyższyć temperaturę do 190 stopni), zdjąć obciążenie, wyłożyć masę serową, wiśnie i posypać ciemnym muscovado. Włożyć ponownie do piekarnika na 30-35 minut (pod koniec przykryć arkuszem papieru do pieczenia, żeby wierzch tarty się nie spalił).

Wyjąć, ostudzić. Przygotować polewę: czekoladę razem ze śmietanką rozpuścić w kąpieli wodnej, dokładnie wymieszać. Rozsmarować na chłodnym cieście, odstawić do stężenia. 
Można posypać podprażonymi płatkami migdałowymi, albo tak, jak ja - świeżo startą skórką z wyszorowanej i sparzonej cytryny.
Smacznego!




poniedziałek, 23 stycznia 2012

Chałwa sezamowa


 Są takie słodycze, które bardzo lubię, a do tej pory nie wpadło mi do głowy, żeby spróbować zrobić je w domu. Zdecydowanie należy do nich chałwa. :)
Także kiedy udało mi się zdobyć wreszcie ziarna sezamu (co okazało się trudniejsze niż myślałam;)), postanowiłam taką małą słodycz przyrządzić.
Jest naprawdę bardzo smaczna i przyjemnie rozpływa się w ustach! :)
Prezentuję przepis podstawowy, który można urozmaicać najróżniejszymi dodatkami. Z takiej ilości składników wychodzi jedna średniej wielkości foremka 'babeczkowa' chałwy - porcja na 1-2 osoby (dla mnie bardziej na dwie, bo słodkości sezamowe należą do tych 'zapychających').

 CHAŁWA SEZAMOWA
(przepis własny)

Składniki:
1 łyżka miodu,
3 łyżki mleka,
1 łyżeczka masła,
1 czubata łyżeczka cukru,
100g ziaren sezamu,

Foremkę dokładnie wyłożyć folią aluminiową (radziłabym to zrobić nawet wtedy, gdy używamy foremek silikonowych, domowa chałwa nie jest aż tak mocno zbita, jak ta sklepowa).
Sezam utrzeć na pastę (w blenderze lub po prostu - młynku do kawy).


W rondlu z grubym dnem połączyć miód, masło, cukier i mleko. Doprowadzić do wrzenia, a następnie chwilę podgrzewać, ciągle mieszając. Dodać pastę sezamową i dokładnie połączyć, tak, aby nie było grudek. Jeszcze chwilę zostawić na ogniu (mieszać cały czas, masa zacznie gwałtownie gęstnieć!).
Następnie przełożyć do wyłożonej folią foremki, przykryć kolejnym listkiem folii i obciążyć czymś ciężkim. Odstawić w chłodne miejsce na kilka godzin do stężenia.
Smacznego!


niedziela, 22 stycznia 2012

Cebulak - pieczywo z rustykalną nutą


Dobrze jest mieć wokół siebie ludzi, przy których nawet mówić nie trzeba, a i tak wiedzą... Dobrze, że są.

Wszystkie, nawet krótkie rozmowy, zwykły uśmiech, uściśnięcie ręki, wspólne zakupy, czy śmiech nad fragmentem książki - zbieram takie chwile, jak małe radosne skarby. Niektóre z nich trwają tak krótko, są tak zwyczajne, że nie pochylamy się nad nimi zbyt dokładnie. A one tak szybko uciekają... I choć zawsze z utęsknieniem czekam na moment, kiedy będę mogła usiąść z kimś bliskim na spokojnie, przy kubku kawy i pozwolić sobie na długą, szczerą rozmowę, to takie codzienne drobiazgi sprawiają mi mnóstwo radości. I jeszcze jedno: na nie zawsze jest czas. Dobrze napisał ks. Jan Twardowski:

'Nie za bardzo wiadomo jakże się to dzieje
że czas wtedy przychodzi gdy go wcale nie ma
i w sam raz tyle ile go potrzeba'
/Nie ma czasu/

Dobrze, że zdarzają się takie zwyczajne wieczory, kiedy można usiąść pod kocem w grubych kolorowych skarpetkach i obejrzeć po raz setny ten sam film. Dobrze, że jest obok ktoś, przy kim nawet makijaż nie jest potrzebny, a potargane włosy stają się zaletą.

Cebulak jest prosty. Zwyczajny. Domowy. To jest pieczywo, które można jeść tak po prostu, bez krojenia na równe kromeczki (choć i tak można). Ja najbardziej lubię go solo. Albo z plasterkiem dojrzałego pomidora. 
Jego konsystencja nie jest 'chlebowa'. To bardziej wytrawna wersja chałki. Mocno aromatyczna wersja.
Polecam!

PS. Przepis, na podstawie którego piekę cebulaka, znalazłam kiedyś w jakimś kolorowym czasopiśmie, zostawionym na dyżurce przez pacjentkę. Zapisałam go w notesie, ale niestety bez nazwy gazety, do której - o ile dobrze pamiętam - przysłała go jedna z czytelniczek. Jeśli ktoś wie, pamięta, skąd on pochodzi, będę wdzięczna za informację :)


CEBULAK

Składniki:
* 500g mąki pszennej,
* 1 łyżeczka cukru,
* 2 łyżeczki suszonych ziół prowansalskich,
* 1 łyżeczka soli,
* 1-1,5 średniej cebuli,
* 1-2 ząbki czosnku,
* 2 jaja,
* 50g drożdży,
* 250ml mleka
* olej

Cebulę pokroić w średniej wielkości kostkę, wsypać na patelnię, zeszklić na łyżce oleju razem z przeciśniętym przez praskę czosnkiem (uważać, żeby czosnek nie zbrązowiał, bo będzie gorzki!). Drożdże z cukrem rozrobić w 150ml ciepłego mleka, odstawić do wyrośnięcia na 15 minut. Do miski wsypać mąkę, sól, zioła prowansalskie, cebulę z czosnkiem, wlać rozczyn. Wymieszać.

Resztę mleka (100ml) wlać do szklanki (o pojemności 250ml), dodać 1 całe jajko i białko drugiego, i tyle oleju, żeby szklanka była pełna. Wymieszać, połączyć z resztą składników. Wyrobić gładkie ciasto (pozostanie klejące). 
Keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia, wyłożyć do niej wyrobione ciasto i pozostawić do podwojenia objętości (1 godzinę lub dłużej).

Po tym czasie wierzch posmarować pozostałym, roztrzepanym żółtkiem, włożyć do piekarnika nagrzanego do 190 stopni i piec około godziny, sprawdzić patyczkiem (gdzieś w połowie czasu przykryć folią aluminiową, żeby góra się nie spaliła).

Smacznego!



środa, 18 stycznia 2012

Złotobrązowe skrzydełka - marynowane w miodzie i ciemnym occie balsamicznym.


 Pogoda - od kiedy przypomniała sobie jaką mamy porę roku - nie przestaje nadrabiać zaległości zarówno w ilości śniegu jak i temperaturze za oknem. Słupek rtęci spadł zdecydowanie poniżej zera. A zaspy wciąż rosną i rosną...
Nie żebym nie lubiła zimy:) nie, nie, moi Kochani, zimę lubię bardzo. Chociaż nie jestem fanką białego szaleństwa na stokach (dość boleśnie wspominam moje pierwsze - i jak dotąd jedyne - spotkanie z nartami;)), to wielką miłością darzę łyżwy. Jednak dochodzę do wniosku, że kiedy za oknem mróz i śnieg, dobrze jest zjeść coś konkretnego.

W związku z tym dziś coś, co idealnie sprawdza się zarówno podane na obiad w towarzystwie warzyw, jak i jako samodzielna przekąska :) pyszne tak na gorąco, jak na zimno, słodko-kwaśne skrzydełka z nutką czosnku, o chrupiącej skórce. Przepis oczywiście można modyfikować, dostosowując do swojego podniebienia. Ja podaję wersję, która u nas sprawdziła się idealnie:)

ZŁOTOBRĄZOWE SKRZYDEŁKA MARYNOWANE

* ok. 1 kg skrzydełek z kurczaka,
* 2 łyżki miodu (Waszego ulubionego),
* 2 łyżki ciemnego sosu sojowego,
* 1 łyżka oliwy z oliwek,
* 1 łyżka ciemnego octu balsamicznego,
* 1-2 ząbki czosnku,
* ew. ok 1/3 szklanki wody 

Skrzydełka wypłukać pod bieżącą wodą, włożyć do sporej miski. W osobnym naczyniu połączyć miód, sos sojowy, ocet, oliwę, dodać rozgnieciony czosnek, wymieszać.
Polać tak przygotowaną marynatą mięso, wymieszać rękoma i odstawić przykryte folią w chłodne miejsce na kilka godzin, a najlepiej na całą noc. W miarę możliwości często obracać skrzydełka, żeby równomiernie się marynowały.




Po tym czasie wraz z całą marynatą przełożyć skrzydełka do naczynia żaroodpornego z przykrywką (ew. można też podlać je 1/3 szkl. wody - ale nie jest to konieczne; jeśli jednak chcemy dodać wodę, to nalewamy ją najpierw, a dopiero potem układamy mięso i polewamy marynatą) i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180-200 stopni. Pieczemy ok. 60 minut do czasu, aż skrzydełka będą miękkie, a skórka złotobrązowa (najpierw 30-40 minut pod przykryciem, potem dopiekamy bez, żeby skórka miała się szansę zrumienić:)).
Smacznego!



poniedziałek, 16 stycznia 2012

Chrupiące małe conieco i leniwa zima o zapachu earl greya z płatkami róży


Śnieg sypie za oknem bez ustanku. Biało, zimno. Leniwie. Jeden z takich dni, kiedy szukam ciepłych skarpet i gorącej, aromatycznej herbaty. Mocno aromatycznej. Siedzę z książką przy biurku i uczę się łaciny. Nie, to jeszcze nie sesja. Ale jak to mówią 'blisko, blisko - coraz bliżej.'
W tle James Blunt śpiewa, że ma wspaniałe życie...

Piję mocnego earl greya z płatkami róży z filiżanki, co ma uszko z białą ważką. I myślę sobie, jakby było pięknie, gdybym mogła oderwać się na chwilę od zestresowanego miasta i pojechać w góry. Najlepiej wysoko. Idealny dzień, aby siedzieć na parapecie w drewnianym domu, grzać się w cieple kominka i liczyć płatki śniegu, które leniwie spadają za oknem.

W takie dni, kiedy czeka na mnie sterta 'rzeczy do zrobienia', a śnieg prószy i powiększa zaspy, dobrze jest mieć coś do pochrupania. Najlepiej prostego, pysznego i domowego. Dziś właśnie taka propozycja - nazwijmy ją roboczo 'domowym chlebkiem chrupkim':). Powstała z potrzeby chwili. I rozeszła się jak świeże bułeczki.
A może i wy się skusicie na taką bardzo szybką w wykonaniu (acz niezbyt fotogeniczną;)) przegryzkę?:) serdecznie polecam!


DOMOWY CHLEBEK CHRUPKI

Składniki:
* 0,5 szkl. mąki żytniej razowej typ 1850 (graham),
* 0,5 szkl. płatków błyskawicznych jęczmiennych (lub owsianych, pszennych, czy żytnich),
* 0,5 szkl. łuskanych nasion słonecznika,
* 0,5 szkl. łuskanych pestek dyni,
* 0,5-1 łyżeczki soli,
* 0,5 łyżeczki suszonych ziół prowansalskich,
* 3/4 szkl. gorącej wody
* odrobina oliwy z oliwek do smarowania

Pestki dyni i słonecznik prażyć przez chwilę na suchej patelni. Wsypać do miski, dodać resztę suchych składników, a następnie wlać gorącą wodę. Wymieszać. Blachę piekarnikową wyłożyć papierem do pieczenia, wyłożyć masę, przykryć drugim arkuszem papieru i jak najcieniej rozwałkować. Zdjąć papier z góry i pokroić placek na kromki (najlepiej nożem do pizzy). Posmarować wierzch odrobiną oliwy z oliwek. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni 20-25 minut (aż chlebek będzie mieć kolor jasnobrązowy).
Smacznego!


Wpis dodaję do akcji: 'Jadłodajnia studencka'.

niedziela, 15 stycznia 2012

Trocik jabłkowo-orzechowy


Dziś przepyszne (choć bardzo proste) ciasto warstwowe, które zrobiłam w formie torcika. Trzy blaty z ciasta kruchego, prażone jabłka z cynamonem i galaretką i masa prawie-nugatowa (prawie, bo bez białek;)) z orzechów włoskich. Ciasto - poza tym, że wspaniale smakuje - bardzo dobrze nadaje się także do podania gościom, ponieważ idealnie i równo się kroi.
Pamiętajcie, najlepiej zrobić je dzień wcześniej!


TORCIK JABŁKOWO-ORZECHOWY
(na podstawie przepisu z czasopisma 'Przyślij przepis' 11/2008r.)

Ciasto:
* kostka masła lub margaryny,
* 350g mąki pszennej,
* 120g drobnego cukru,
* 2 łyżki kwaśnej, gęstej śmietany,
* 2 jajka,
* 2 łyżeczki proszku do pieczenia

Masa jabłkowa:
* 6-7 średniej wielkości jabłek,
* 2 galaretki cytrynowe,
* 1 łyżeczka mielonego cynamonu

Masa orzechowa:
* 200g posiekanych orzechów włoskich,
* 120g cukru,
* 100g masła lub margaryny,
* 3 łyżki mleka,
* 3 łyżki miodu

Wszystkiego składniki na ciasto wymieszać ze sobą (jest dość gęste, ale nie na tyle, żeby można je było zagnieść), podzielić na 3 części. Po kolei każdą z nich rozsmarować w tortownicy natłuszczonej i wysypanej mąką i piec, każdy placek po ok. 20-25 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. (Sprawdzić patyczkiem.)

Jabłka zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Smażyć ok. 10 minut na wolnym ogniu, dosypać cynamon, a następnie suche galaretki. Wymieszać do rozpuszczenia, odstawić.

Miód, mleko, cukier i masło rozpuścić na patelni, wrzucić posiekane orzechy. Chwile smażyć, często mieszając (aż zacznie gęstnieć). Odstawić.

W tortownicy układać warstwami: jeden placek, połowa gorącej masy jabłkowej, drugi placek, reszta jabłek, trzeci placek, gorąca masa orzechowa. Odstawić w chłodne miejsce do stężenia, najlepiej na całą noc. Smacznego!




Mały update: przepis dołączam do akcji: 'Torty i torciki - na każdą okazję!'

sobota, 14 stycznia 2012

WAŻNE!

 Kochani, bardzo Was proszę, pomóżcie!

Oliwierek w środę skończył 5 lat, od ponad 1,5 roku dzielnie walczy z chorobą nowotworową (więcej tutaj)
Jego rodzice robią co tylko mogą, żeby znaleźć środki na leczenie.  Pomóżmy!

Poniżej podaję nr konta oraz wszystkie informacje, w jaki sposób można na rzecz Oliwierka przekazać 1% podatku.

Zdaję sobie jednak sprawę, że nie wszyscy z nas mają taką możliwość, aby skorzystać z tych form pomocy. Rodzice Oliwierka pomyśleli i o tym, została stworzona linia SMS:

Wyślij sms o treści OLIWIER na numer 7138 (koszt 1 zł + vat).


Fundacja "Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową"
ul. O. Bujwida 42
50- 368 Wrocław

Bank Millenium S.A.
Numer konta:  11 1160 2202 0000 0001 0214 2867
koniecznie z tytułem wpłaty:  "Dla Oliwiera Przybek"


Numer KRS: 0000086210
Kwotę wpłaty (nie większą niż wyliczony 1% podatku dochodowego)
Cel szczegółowy 1%: Oliwier Przybek


piątek, 13 stycznia 2012

Z przymrużeniem oka

Dzisiaj będzie krótko. I trochę z innej beczki. Stwierdzam, że dobrze mieć trochę dystansu do siebie. Tak, tak, drogie panie, dotyczy to też nas samych i naszych relacji z mężczyznami ;) więc dziś coś, przy czym się serdecznie uśmiałam, już nie raz i nie dwa.
Pan Zamachowski i grupa MoCarta naprawdę stworzyli prawdziwą perełkę, bardzo zabawną, ale jednocześnie niezmiernie ciepłą i sympatyczną.
Zachęcam do słuchania tych, co jeszcze nie słyszeli. I do spojrzenia na relacje damsko-męskie z przymrużeniem oka. Choć przez chwilę. :)

Zbigniew Zamachowski i Grupa MoCarta 'Kobiety jak te kwiaty'

środa, 11 stycznia 2012

Rogaliki krucho-drożdżowe na poprawę nastroju


 Te pyszne rogaliki mają niesamowitą zdolność do tego, aby wywołać uśmiech na twarzy, poprawić zepsuty humor, czy zapomnieć o trudnościach minionego dnia - a przynajmniej są w tym bardzo pomocne (nawet teraz, kiedy dawno już się skończyły ;)) Przypomina mi się fragment 'Ani z Avonlea' Lucy Maud Montgomery. Mam do tych książek niesamowity sentyment, od lat:)

<<Gdy Ania skończyła, Maryla rzekła uspokajająco:
- Nie myśl już o tym. Dzisiejszy dzień minął, jutro nastąpi nowy bez pomyłek i zmartwień, jak zwykłaś mawiać. Teraz chodź na wieczerzę. Przekonasz się, czy filiżanka dobrej herbaty i ciastka ze śliwkami nie poprawią twego humoru.
- Ciastka nie uleczą chorej duszy - rzekła zrozpaczona Ania. Ale Maryla uznała to za dobry znak, że Ania powróciła do swego górnolotnego stylu.
Miły nastrój przy wieczerzy, jasne twarzyczki bliźniąt i niezrównane ciastka śliwkowe - Tadzio zjadł ich aż cztery - pomimo wszystko „uleczyły chorą duszę”.>>

Będąc bardziej prozaiczną, powiem tylko, że rogaliki są przepyszne! Piekę je zazwyczaj z marmoladą z róży, ale tym razem część nadziałam konfiturą cytrusową, a resztę - pozostałością masy makowej, która jakimś cudem jeszcze się uchowała.

Bardzo polecam!

Przepis na ciasto krucho-drożdżowe, autorstwa ani_wiosenki, dawno temu znaleziony tutaj.

ROGALIKI KRUCHO-DROŻDŻOWE

Ciasto:
* 250g kwaśnej śmietany,
* 6 dag drożdży,
* kostka masła lub margaryny,
* 1 jajko,
* 4 szklanki mąki pszennej,
* szczypta soli

Nadzienie:

* marmolada, gęsty dżem, krem czekoladowy, kostki czekolady i wszystko inne:)
(do ciasta nie dodaje się cukru, więc spokojnie można zrobić wersję wytrawną, w formie pasztecików lub kapuśniaczków - farszem może być chociażby dobrze doprawione, zmielone, gotowane mięso drobiowe czy kapusta kiszona wstępnie podgotowana, a następnie duszona z podsmażonymi pieczarkami i cebulką oraz  łyżką masła i przyprawami) 

Dodatkowo:
* 1 jajko,
* cukier (lub - w wersji wytrawnej - mak, uprażone na suchej patelni siemię lniane, sól gruboziarnista itp.)

Wymieszać śmietanę z drożdżami, dodać stopiony tłuszcz (może być lekko ciepły, ale nie gorący, bo 'zniszczy' drożdże!), sól, jajko i wymieszać. Następnie dodawać stopniowo mąkę i ugniatać ciasto, aż będzie jednolite i gładkie. Odstawić na godzinę do lodówki, przykryte czystą, lnianą ściereczką.
Kiedy urośnie (a urośnie, naprawdę:)), odrywać z niego niewielkie fragmenty i każdy z nich rozwałkowywać dość cienko, na - w miarę możliwości - okrągły placek. Podzielić go nożem najpierw na pół, potem na 4 i osiem części (tak jak pizzę). Na każdy powstały trójkąt nałożyć trochę farszu (przy szerszym brzegu) i zwijać, formując rogaliki (lub inne kształty, jeśli robimy np. paszteciki).
Maczać wierzchnią częścią rogaliki w rozbełtanym jajku, a potem w cukrze (lub soli, maku etc.). Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni ok.10-15 minut na złoty kolor.

Smacznego!



poniedziałek, 9 stycznia 2012

Ciasto z bananami na roladzie

Nie macie wrażenia, że czas ostatnio pędzi jak szalony? Bo ja mam. Chwile uciekają, dni lecą przez palce... Dobrze, że istnieją momenty, kiedy można się zatrzymać. Z filiżanką gorącej herbaty, dobrą książką czy filmem, z delikatną muzyką w tle... Dobrze, że są.


Zobaczyłam to ciasto tutaj w zeszłym roku i mnie zauroczyło. Ale czas leciał, przepis czekał spokojnie w 'Ulubionych', a ja dalej zwlekałam z upieczeniem go. Teraz postanowiłam to zmienić :) okazja pojawiła się sama, a ciasto okazało się przepyszne! Co prawda w związku z moim chwilowym kompletnym roztargnieniem, zgodnie z oryginalnym przepisem Dorotus, powstała tylko sama rolada, resztę musiałam dostosować do składników, które znalazłam w kuchni... ;)
Tak czy siak, ciasto polecam z całego serca!
Prezentuję moją wersję przepisu:

CIASTO Z BANANAMI NA ROLADZIE

Rolada biszkoptowa:
* 6 jajek,
* 6 łyżek mąki pszennej,
* 6 łyżek drobnego cukru,
*1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
* dodatkowo: dżem lub marmolada (użyłam truskawkowej) - musi być dość gęsty

Na krem:
* 3 szklanki mleka,
* 4,5 łyżki mąki ziemniaczanej,
* 7 łyżek mąki pszennej,
* cukier waniliowy,
* 4 łyżki cukru,
* pół kostki masła (ew. pół na pół z margaryną),
* ok. 5 bananów

Warstwa śmietankowa:
* 400ml śmietanki kremówki,
* 4 łyżki cukru,
* 2-3 łyżki żelatyny (dałam 2,5 łyżki) + niewielka ilość zimnej i gorącej wody,
* 1 łyżka soku z cytryny

Opcjonalnie: płatki migdałowe do posypania wierzchu


Oddzielić białka od żółtek, ubić je na sztywną pianę. Stopniowo dodawać cukier, następnie po jednym żółtku, cały czas ubijając. Wsypać mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia, delikatnie wmieszać do ciasta.
Wylać na blachę piekarnikową, wyłożoną papierem do pieczenia. Piec ok. 10-15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (sprawdzić patyczkiem).


Po upieczeniu ciasto wyjąć z piekarnika, wyłożyć 'do góry dnem' na czystą ściereczkę wysypaną cukrem, odkleić papier do pieczenia (pomaga spryskanie go zimną wodą) i zwinąć roladę razem ze ściereczką wzdłuż krótszego boku ( ma być raczej gruba i krótka).
Kiedy wystygnie, rozwinąć ją, posmarować dżemem lub marmoladą, z powrotem zwinąć (już bez ściereczki), a następnie podzielić na 16-18 równych plastrów (moja tortownica jest dość niewielka, ma średnice 20cm, więc wystarczyło 16 plastrów). Na paterze położyć samą obręcz od tortownicy, wyłożyć dokładnie dno i boki plastrami rolady. 




Przygotować krem: szklankę mleka zmiksować z mąkami, resztę zagotować z cukrami. Do gotującego mleka wlać powoli zawiesinę, cały czas energicznie mieszając. Zostawić na ogniu do zgęstnienia. Nie zaprzestawać mieszania. Odstawić. Gdy powstały budyń wystygnie, zmiksować go z miękkim masłem.
Połowę kremu wyłożyć na dno z  plastrów rolady. Na to wyłożyć obrane banany (całe, ew. przekrojone w poprzek - nie wzdłuż - na pół) i drugą część kremu. Można odstawić do zastygnięcia w tym momencie (najlepiej na całą noc do lodówki), albo zrobić to dopiero po wyłożeniu warstwy śmietankowej.

W niewielkiej ilości zimnej wody namoczyć żelatynę, następnie rozpuścić ją w małej ilości gorącej. Śmietanę kremówkę ubić na sztywno z cukrem, następnie powoli wlewać żelatynę cały czas miksując. Na koniec dodać sok z cytryny. Wymieszać. Tak przygotowaną masę wyłożyć na krem budyniowy, można udekorować płatkami migdałowymi. Odstawić do lodówki do zastygnięcia.
Najlepsze następnego dnia po przygotowaniu.
Smacznego!