Ale dziś także o jeszcze jednym...
Kiedy jesteśmy dziećmi świat jest nadspodziewanie prosty. Mimo trudności, bólu, dziecko (w tym szczęśliwym przypadku, kiedy ma taką możliwość) ma zawsze punkt oparcia, wydaje się - niezmienny - który jest odnośnikiem do każdej innej sprawy. Jako dziecko wiedziałam, że przecież choroby, śmierć i im podobne istnieją, a mimo to jednocześnie miałam poczucie, że żadne z tych smutnych zjawisk nie będzie dotyczyło tej wąskiej granicy bezpieczeństwa, jaką były najbliższe mi osoby. A przynajmniej nie w stopniu, który mógłby być w jakikolwiek sposób groźny, niebezpieczny, nieodwracalny. Jako człowiek dorosły odkrywam odpowiedzialność tworzenia tej granicy bezpieczeństwa dla innych...
Jest jeszcze jedna cecha dziecięca, która jest mi szczególnie bliska i której - mam nadzieję - nigdy nie zatracę. Radość. Potrafić cieszyć się jak dziecko, to jeden z największych darów. :)
Dla mnie ten czas jest bardzo ambiwalentny. Z jednej strony niełatwy, melancholijny, ale z drugiej - wypełniony po brzegi szczęściem. Bo - kochani - wychodzę za mąż. Tak, tak... :)
Od kilku chwil z dumą noszę na serdecznym palcu prawej ręki zaręczynowy pierścionek.
Dlatego też i dzisiejszy przepis jest ze ślubnym akcentem w postaci czapeczki ze śmietanki kremówki . Jest to moja wariacja na temat babeczek szwarcwaldzkich, znalezionych tutaj. Autorem oryginalnego przepisu jest Basia Ritz, polski MasterChef. Do zdjęć ostała się tylko jedna jedyna muffinka, co chyba jest najlepszą rekomendacją. ;) Naprawdę bardzo, bardzo, bardzo polecam!
MUFFINY CZEKOLADOWE Z MALINAMI I ŚMIETANKOWĄ CZAPECZKĄ
Składniki na 12 sztuk:
*200g mąki
*40g niesłodkiego kakao
*pół łyżeczki sody
*pół łyżeczki proszku do pieczenia
*140g cukru (dałam troszkę mniej ze względu na rodzaj dodanej czekolady - pół na pół biały drobny do wypieków i brązowy)
*250ml wody
*80ml oleju (neutralnego w smaku)
*1 jajko
*łyżka octu winnego (dałam domowy ocet jabłkowy)
*50 g posiekanej gorzkiej czekolady (dałam mleczną)
* ok. 30 sztuk malin (mogą być mrożone)
dodatkowo:
*250 ml śmietanki kremówki
*cukier z wanilią (dałam domowy cukier waniliowy) - wg. uznania
* ew. żelatyna namoczona w zimnej i rozpuszczona w odrobinie gorącej wody (ilość wg zaleceń na opakowaniu)
*płatki migdałowe / tarta czekolada / świeże listki melisy itp. do dekoracji
Składniki suche wymieszać w jednej misce, mokre - w drugiej. Wlać mokre do suchych, niezbyt dokładnie wymieszać łyżką, dodać posiekaną czekoladę. Przełożyć masę do foremek wyłożonych papilotkami (do 3/4 wysokości), na wierzch położyć po 2-3 maliny (ja dałam zamrożone, nawet się troszkę obawiałam, czy się nie zrobi w związku z tym zakalec - ale wszystko było w najlepszym porządku ;-)). Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni ok 20-25 minut (moje wyjęłam po 30 minutach).
Wystudzić.
Następnie ubić śmietankę, pod koniec ubijania dodać cukier i powoli wlać rozpuszczoną żelatynę - jeśli dodajemy (ja dodawałam ze względu na to, że chciałam, by babeczki w miarę nienaruszonym wizualnie stanie 'przeżyły' transport; jeśli chcemy konsumować od razu, nie jest to konieczne).
Muffiny ubrać w czapeczki z bitej śmietany (szprycą, rękawem cukierniczym, albo... łyżką ;-)). Udekorować wg uznania.
Jeść ze smakiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz